Najdroższa epidemia w historii


Home   >   Opinie

Najdroższa epidemia w historii
Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com (romanakr)

Koszty globalnej epidemii koronawirusa będą niebagatelne. Mogłyby być znacznie mniejsze, gdyby tylko decydenci potrafili wyciągać wnioski z przeszłości.


Pierwsze szacunki dotyczące wpływu choroby zwanej COVID-19 na gospodarkę mówią o poważnym tąpnięciu nie tylko w produkcji przemysłowej, ale także w działalności całego sektora usług prywatnych oraz handlu międzynarodowego. W 2020 roku nie będzie na świecie zapewne kraju zdolnego do tego, aby wypracować wzrost PKB w stosunku do poprzedniego roku. Nawet jeśli dane państwo poradzi sobie z epidemią szybciej niż pozostałe, na jego gospodarkę z pewnością wpłynie długotrwały lockdown w innych regionach świata.


W tych dniach wszyscy zadajemy sobie pytanie, czy podjęte drastyczne środki są rzeczywiście adekwatne do zaistniałej sytuacji. Czy rzeczywiście warto paraliżować całą gospodarkę w imię zagrożenia, które dla zdecydowanej większości społeczeństwa wydaje się nadal dość wirtualne ze względu na stosunkowo wciąż niewielką liczbę zakażeń? Aby zrozumieć obecną reakcję zdecydowanej większości państw na świecie, polegającą na wymuszeniu jak największego ograniczania kontaktów społecznych, trzeba najpierw przyjrzeć się temu, jak z epidemiami radzono sobie w przeszłości.


Plagi i zarazy stanowiły przez wieki w pewnym sensie naturalne dla wszystkich zjawisko. Wiadomo, że już w średniowieczu władze państwowe stosowały kwarantannę, zamykając okresowo granicę dla przybyszów. Sam termin „kwarantanna” wziął zresztą nazwę od czterdziestu dni (wł. quaranta giorni), w czasie których załogi statków musiały czekać – w okresie po wybuchu Czarnej Śmierci w XV wieku – w porcie przed zejściem na ląd. O uchwalaniu jakichkolwiek „tarcz antykryzysowych” nie mogło być jeszcze mowy. Choć zabrzmi to nieco brutalnie, władze państwowe na ogół nie musiały stosować żadnych programów pomocowych dla społeczeństwa, gdyż naturalną nagrodą dla tych, którzy przeżyli, były zdecydowanie wyższe zarobki, wynikające z wymarcia części siły roboczej. W czasach gdy funkcjonowała wciąż tzw. pułapka maltuzjańska, ziemia i znane techniki produkcji rolnej nie były w stanie wyżywić zbyt wielkiej liczby osób, dlatego zarazy przynosiły tak naprawdę swego rodzaju ulgę, uszczuplając okresowo populację i umożliwiając wyższy standard życia.


Sytuacja zmieniła się tak naprawdę dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy zaczęły się formować znane nam współcześnie tzw. publiczne systemy zdrowia oraz systemy powszechnych ubezpieczeń społecznych. Powracające regularnie epidemie cholery, tyfusu czy też gruźlicy zaniepokoiły światowe potęgi jako czynnik mający negatywny wpływ na ich gospodarki, gdyż dziesiątkowały siłę roboczą i dezorganizowały proces produkcji. Doszło tym samym do ważnej zmiany polegającej na tym, że państwa wzięły na siebie ciężar dbania o stan zdrowia całego społeczeństwa.


Niedostateczna wiedza na temat wirusów czy też bakterii sprawiała, że wcześniej w epidemiach widziano pewien nieunikniony element życia, któremu próbowano przeciwdziałać jedynie zapewniając w miarę możliwości odpowiednie warunki sanitarne. Całość działań nie była jednak koordynowana i ujęta w formie powszechnie obowiązujących przepisów.


Swego rodzaju momentem zwrotnym okazała się pandemia grypy hiszpanki w latach 1918-20, która na całym świecie pochłonęła życie nawet ok. 40 mln osób. W przeciwieństwie do obecnej pandemii wprowadzone wówczas środki zaradcze różniły się w zależności od kraju. W niektórych miastach w Stanach Zjednoczonych wprowadzono – znane z obecnej epidemii – ścisłe ograniczenia kontaktu między ludźmi, w innych ograniczono się jedynie do noszenia masek. W Europie zamykano szkoły, teatry i kościoły, choć zakłady przemysłowe pozostawały na ogół otwarte. Choć poprzedniczka Światowej Organizacji Zdrowia – Office International d’Hygiène Publique – istniała już od 1907 roku, współpraca międzynarodowa była w zasadzie iluzoryczna. Od czasów „hiszpanki” przeciwdziałanie epidemiom stawało się jednak powoli jednym z priorytetów dla władz, a poszczególne kraje zaczęły wdrażać powszechnie obowiązujące regulacje mające na celu ograniczenie ryzyka kolejnej fali zachorowań.


Warto przy tym zauważyć, że wybuchowi epidemii hiszpanki nie towarzyszyły żadne szczególne środki natury ekonomicznej podejmowane przez rządy. Wpływ na to miał przede wszystkim stosunkowo krótki okres jej trwania. Informacje nie były przekazywane w tak szybkim tempie jak obecnie i dlatego całe wydarzenie nie zdominowało życia publicznego, a przez to nie wymogło na poszczególnych rządach uruchomienia żadnych programów pomocowych na wielką skalę. Świat podnosił się właśnie z I wojny światowej i masowe zgony były w gruncie rzeczy czymś normalnym. Ponadto, ze względu na powojenny chaos, ciężko dziś nawet rzetelnie ocenić jak wielki wpływ miała epidemia hiszpanki na gospodarkę, choć biorąc pod uwagę fakt, iż jej ofiarami zostawało setki tysięcy osób w wieku produkcyjnym (hiszpanka paradoksalnie była najgroźniejsza dla osób z najsilniejszą odpornością, ponieważ prowokowała morderczą dla organizmu reakcję odpornościową, zabijając przede wszystkim młodych dorosłych), skala problemu była ogromna.


Dokonujący się w XX wieku postęp technologiczny przyniósł masową produkcję antybiotyków, szczepionek oraz ogólną poprawę jakości opieki medycznej. Lepszy dostęp do usług medycznych oraz wyższy poziom życia sprawił jednak niestety, że czujność decydentów została uśpiona. Pamięć o hiszpance okazała się stosunkowo krótkotrwała. Co jakiś czas pojawiały się jednak sygnały ostrzegawcze. W 1957 roku miała miejsce epidemia grypy azjatyckiej, na którą zmarło ok. 2 mln osób. W krajach zachodnich spowodowała jednak stosunkowo niewielką liczbę zgonów, co z kolei wpłynęło na zbagatelizowanie potencjalnych skutków nowych epidemii.


Z drzemki świat został wyrwany tak naprawdę dopiero w 2003 roku za sprawą wirusa SARS, który wprawdzie nie przyniósł zbyt wielu ofiar (ok. 800), lecz związane z nim kilkumiesięczne zawirowania w Chinach, Hongkongu, Singapurze czy też na Tajwanie okazały się mieć spore koszty dla całego globu. Wczytując się dziś w opis ograniczeń, jakie nakładano we wspomnianych państwach w związku z epidemią, możemy tylko zazdrościć ich łagodności. Obecnie szacuje się, że epidemia SARS kosztowała światową gospodarkę aż 40 mld dolarów, gdyż ucierpiały nie tylko kraje bezpośrednio nią dotknięte, lecz także wszystkie pozostałe, utrzymujące z nimi kontakty handlowe lub zlecające produkcję. W samej Kanadzie, w której odnotowano zaledwie 361 przypadków SARS, straty oszacowano na 5 mld dolarów ubytku w PKB.


Kolejnym ostrzeżeniem dla świata była pandemia grypy A/H1N1 (czyli tzw. świńskiej grypy) w latach 2009-2010, na którą mogło zachorować nawet 1,4 mld osób. Jej stosunkowo łagodny przebieg nie wywołał żadnych poważnych konsekwencji gospodarczych. Wedle niektórych szacunków każdego roku grypa sezonowa generuje w samych tylko Stanach Zjednoczonych średnio ponad 7 mld dolarów strat w wyniku spadku produktywności oraz konieczności wypłacania zasiłków chorobowych. W następstwie pandemii grypy A/H1N1 uznano niestety, że każda kolejna pandemia może się okazać co najwyżej mniej lub bardziej kosztowną wersją pandemii, które miały miejsce w poprzednich latach.


Pomimo tego, że epidemiolodzy od lat bili na alarm, że w razie pojawienia się nowego, nieznanego wirusa, systemy opieki zdrowotnej nawet najbogatszych państw są zupełnie nieprzygotowane do zmierzenia się ze wzmożoną falą zachorowań, główni decydenci nie podjęli żadnych przygotowań. Od wielu lat można było jedynie zastanawiać się nie tyle, czy nowy groźny wirus pojawi się, lecz kiedy to nastąpi. Kilka lat temu spekulowano, czy przyczyną ogromnych zawirowań może potencjalnie zostać wirus zika, lecz znikome koszty walki z nim jeszcze bardziej ośmieliły wszystkich do faktycznej bezczynności.


Bezprecedensowe środki finansowe przeznaczane na opanowanie kryzysu wynikającego z pandemii koronawirusa oraz wprowadzane ograniczenia budzą zrozumiałe protesty, gdyż obecnie większość państw na świecie płaci ogromną cenę za brak zapobiegliwości. Mówiąc obrazowo, obecnie mamy do czynienia z próbą ugaszenia pożaru, który wybuchł dlatego, że nie zainstalowano odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych. Wielobilionowe środki przeznaczane na walkę z pandemią są czymś absolutnie bezprecedensowym w historii ludzkości. To, że wcześniej nigdy nie mieliśmy do czynienia z czymś podobnym, wynika głównie z faktu, iż od lat sprzyjało nam szczęście i pomimo dużego ryzyka poważne zarazy trzymały się od nas z daleka. Gdyby zawczasu przygotowano odpowiednie programy monitorujące pojawianie się nowych wirusów, zabezpieczono odpowiednią ilość sprzętu ochronnego oraz dostęp do niego w kryzysowym momencie oraz zadbano o odpowiednie przygotowanie placówek medycznych na wypadek masowej skali zachorowań, obecnie czulibyśmy się znacznie pewniej.


Jeżeli stosunkowo krótka i mająca niewielki zasięg pandemia wirusa SARS spowodowała straty rzędu 40 mld dolarów, to trudno dziś sobie nawet wyobrazić, jak wielki rachunek wystawi nam epidemia koronawirusa. Wysokość rachunku będzie jednak niestety mocno powiększona przez fakt, że zarówno rządy, jak i międzynarodowe organizacje, kompletnie zlekceważyły zalecenia ekspertów i zachowywały się tak, jak gdyby pandemie wywołane przez nowe, nieznane wirusy, miały już nigdy nie nadejść. Fakt ten potwierdza niestety smutną obserwację, że cywilizacja zachodnia coraz bardziej traci instynkt samozachowawczy. Zamiast przygotować się na spodziewane komplikacje związane z możliwą nową pandemią, politycy woleli wydawać miliardy na walkę z globalnym ociepleniem, zwalczanie tzw. „homofobii” czy też niepotrzebne programy socjalne.


Osobną kwestią pozostaje także wołające o pomstę do nieba zarządzanie w służbie zdrowia. W Polsce już od wielu lat dominuje fałszywe przekonanie, że „na ludzkim zdrowiu nie można zarabiać”, które wiąże się z przyzwoleniem na niegospodarność i marnotrawienie środków w zdecydowanej większości szpitali. Choć nakłady na służbę zdrowia nieustannie rosną, nie przekłada się to niestety na jakość usług. Wszyscy trzymamy dziś kciuki za lekarzy i pielęgniarki zmagających się z poświęceniem życia z koronawirusem, ale po zakończeniu pandemii trzeba będzie koniecznie podjąć szeroką debatę na temat komercjalizacji służby zdrowia. Los naszych oszczędności, miejsc pracy oraz przedsiębiorstw zawisł w ostatnich tygodniach od wydolności sektora, który od wielu lat sam był niewydolny.

 

 

Jakub Wozinski

 

 

Polecamy także nasz e-tygodnik.

Aby go pobrać wystarczy kliknąć TUTAJ.




DATA: 2020-04-06 14:59
AUTOR: JAKUB WOZINSKI
 
 
Share:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
GOOD TEXT
13
 
 
 
Comment on the article
Nick *:
Your opinion *:
wyślij opinie
Regulations
Click to read

1. It is forbidden to publish comments on the forum that:
- promote deviant behavior, contrary to the natural law;
- offend the Catholic faith and the Catholic Church;
- contain obscenity (pursuant to Art. 3 of the Act of 7 October 1999 On the Polish Language);
- contain information burdening other persons with accusations which have not been proven (Art. 23 of the Civil Code);
- lead to copyright infringement (Act of 4 February 1994 On Copyright and Related Rights);
- contain links to and addresses of other websites, personal details, contact information or e-mail addresses;
- are advertisements or spam (have no relation to the commented article);
- are direct, brutal attacks on interlocutors or call for aggression against them;
- are inappropriate in the context of information about the death of a public or private person;
- contain remarks addressed to the editorial team of PCh24.pl (we really appreciate them but we ask for e-mail contact as only then we can assure that they will be delivered to the persons responsible for the service content).

 

2. All comments contravening item one of the present Rules will be removed by the moderator.

 

Komentarze

Prywatna służba zdrowia? Taaak, bo USA radzi sobie cudownie z koronawirusem.
1 miesiąc temu / Kaska
 
trooper- aleś poleciał z tym Owsiakiem- zbiórka Owsiaka to 1% rocznych wydatkow państwa na służbę zdrowia ale...ściemy dla lemingow to już na 99%.
1 miesiąc temu / Do naiwniaka
 
"Choć nakłady na służbę zdrowia nieustannie rosną, nie przekłada się to niestety na jakość usług.". Bzdura. Polska służba zdrowia jest niedofinansowana. Gdyby było dobrze to, by Owsiak nie robił zbiórek. W Polsce jest jeden z najniższych procent PKB wydawany na służbę zdrowia.
1 miesiąc temu / trooper
 
Wiruz UE- "..francuskim laboratorium bakteriologicznym w Wuhan?"- piszesz głupoty byle pisac? TyPOwy produkt " obywatela świata". Akurat Chińczycy pozwalają innym państwom na tak strategiczne laboratoria na swoim terenie
1 miesiąc temu / Dex
 
za dr J.Jaśkowskim: wirus ten jest znany środowisku medycznemu od 60 lat, czyli dwóch pokoleń. Wirus ten powodował od 10 do 20% zakażeń górnych dróg oddechowych. Czyli: powiedzmy jest nas ok 30 milionów Polaków, z tego 10% w ciągu roku uzyskuje przeciwciała, tj. 3 mln ludzi. Proszę to pomnożyć przez lata. Innymi słowy, odliczając zmarłych i nowonarodzonych, co najmniej od 3 do 6 milionów ludzi miało kontakt z koronawirusem. Powoduje to, że wszelkie testy to nic innego, jak wyprowadzanie pieniędzy, z budżetu przeznaczonego na leczenie. I tak ok. 30 - 40% testów będzie dodatnia.
1 miesiąc temu / Wojtek
 
Fałszywa hiszpańska grypa po szczepieniu ospy i tyfusu. Od wielu lat wmawia się społeczeństwu, że w 1918 -19 roku była epidemia grypy zwanej hiszpańską, która pochłonęła o. 20 milionów istnień. Raporty z tych lat i biuletyny medyczne są jednoznaczne. To wszystko były powikłania po bezmyślnie stosowanych szczepieniach w wojsku.\\ Biuro Generalnego Lekarza USA Armii podaje dokładne dane. Po szczepieniu na ospę i tyfus w armii w 1917 roku wystąpił gwałtowny wzrost zgonów na zapalenie płuc i zapalnie mózgu W 1917 roku liczba zgonów wynosiła 15.54 na każde 1000 zaszczepionych z powodu tyfusu. Taką rzeź przygotował przemysł farmaceutyczny i nikt kary nie poniósł. Liczba dni zwolnień po szczepieniu przeciwko tyfusowi wynosiła 28.679 a po szczepieniu przeciwko ospie 34.814 dni. Stanowiło to 1.5 % liczebności całej armii. Armia USA w czasie I Wojny Światowej zmobilizowała ok. 5 milionów ludzi. Łatwo obliczyć ile tysięcy młodych ludzi chorowało i zmarło. Dr Jerzy Jaśkowski
1 miesiąc temu / Dr
 


 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

No materials published by www.pch.24.pl may be copied, distributed, redistributed or exploited in any form, including posting on the Internet, without the consent of Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi located in Kraków (Publisher). Any use or exploitation of any material in whole or in part violating the law, i.e. without the permission of the Publisher is prohibited under penalty and may be prosecuted.


Requests should be directed to the editorial staff of the website at: [email protected] Permission is granted in written or electronic form.


The content of this website, after obtaining permission, maybe distributed so long as directly under the published material the information about its source (PCh24.pl) and a link to the source page (a link with the attribute rel=”follow”) are included. Permission does not include any illustrations related to texts. This clause does not apply to these users of this website who link any material published on a website in social media.